Happy end :)

Waga mnie trochę postraszyła ale ostatecznie nie ma co narzekać. 

Po tak absurdalnej wpadce, trzy dni później wyrównałem praktycznie wynik z zeszłego czwartku, odrabiając prawie 3 kg strat.

Tak jak zawsze – bez głodzenia się, ćwiczeń czy nie wiem czego. 

Czyli wszystko dobre, co się dobrze kończy, chociaż było to kompletnie bez sensu i nikogo nie namawiam do takich ekscesów.

Trzeba wziąć pod uwagę, że pisząc tego bloga, gdy odnoszę się do aktualnych wydarzeń, ilustruję to, co dzieje się ze mną po 9 miesiącach od zmiany nawyków żywieniowych i zrzuceniu prawie 70 kg nadwagi.  

Wyraźnie jednak chciałbym podkreślić, że przez pierwsze 6 miesięcy, podczas których traciłem regularnie 10 kg miesięcznie, nie zaliczyłem ani jednej weekendowej wpadki.

Coś za coś.

Z drugiej strony po ustabilizowaniu skoków poziomu cukru i insuliny na prawdę nie czułem takiej potrzeby. 

To co się zmieniło ?

Myślę, że może to trochę zmęczenie materiału – jeżeli dookoła Ciebie wszyscy się objadają, czasami też nabierasz na to ochoty. Organizm po utracie takiej wagi pewnie też upomina się trochę o swoje, starając się wykorzystać każdą okazję żeby odzyskać stracone kilogramy – po prostu trzeba się pilnować.

To, że wiem jakie to zazwyczaj są świństwa, nie zmienia faktu, że przez kilkadziesiąt lat się nimi żywiłem i mój organizm doskonale pamięta te smaki. 

Mimo wszystko trudno czasami się oprzeć … 🙂

Będę powtarzał jednak do znudzenia:

 jeżeli odstawisz śmieciowe jedzenie, będziesz jadł regularnie posiłki i nie podjadał między innymi to jedynie jakaś ciężka choroba mogłaby sprawić, że to nie zadziała.

Howgh !

Ok, brzmi fajnie ale co to znaczy tak naprawdę odstawić śmieciowe jedzenie. Jak to wygląda w praktyce ?

Do tej pory strasznie krążyłem dookoła tematu – myślę, że korzystając z ostatniej mega wpadki mogę pokazać Wam na przykładzie, jak to wygląda w moim przypadku – czyli co tak naprawdę jadłem przez  ostatnie dni, że mój organizm oddał te 3 kilogramy bez walki. 

Prośba tylko żebyście bardzo poważnie wzięli pod uwagę, że to nie będzie żadne wzorcowe menu tylko przykład, który sprawdza się u mnie a u Was wcale nie musi.

Jest to mój etap końcowy, który sobie wypracowałem, i który daje mi poczucie komfortu w tygodniu (taki mały zestaw ratunkowy) – nikt nie musi z dnia na dzień przerzucać się na taki tryb jedzenia i ja tez tego nie zrobiłem.

Do wszystkiego trzeba dochodzić stopniowo, o czym będę pisał później, starając się przypomnieć sobie techniki, dzięki którym zacząłem jeść rzeczy, które wcześniej nie stanowiły dla mnie jedzenia 🙂 

Jeżeli zrobisz duży przeskok i zaczniesz jeść nagle z dnia na dzień rzeczy, że niby zdrowe, będą one dla Ciebie po prostu niesmaczne – w ten sposób zraziłem się do rukoli, której do dnia dzisiejszego nie jestem w stanie wziąć do ust.

Smak, podobnie jak słuch, są bardzo adaptacyjne – bardzo szybko przyzwyczajają się do silnych bodźców (duża ilość basów i wysokich tonów w przypadku dźwięku, podobnie jak duża ilośc soli, cukru i tłuszczu w przypadku jedzenia). Jeżeli ktoś słodzi herbatę to gorzka zwyczajnie nie będzie mu smakowała, czy to oznacza, że gorzka herbata jest obiektywnie niesmaczna ?

Producenci żywności wykorzystują ten fakt ładując do swoich produktów tony cukru, soli i tłuszczu, od których  się uzależniamy – po czymś takim zwyczajnie coś innego nam nie smakuje. 

 

9 miesięcy temu na śniadania i kolacje żywiłem się głównie kanapkami z serem żółtym, sklepowymi wędlinami (salami, pasztet, szynka). Do tego tosty z serem żółtym i parówki z wody albo smażone, z majonezem lub ketchupem  – kto by odmówił ? Jako alternatywa uwielbiałem omlety (na słodko z syropem klonowym albo dżemem i wytrawne, z serem żółtym, szynką i pieczarkami). Nie gardziłem również parówkami w cieście czy naleśnikami.   Na obiad najchętniej jadłem schabowego z ziemniakami (najlepiej odsmażanymi) albo filet z piersi kurczaka z frytkami (w wersji ekstra z ananasem i serem żółtym) ew. makaron w różnych wersjach (smażony z jajkiem, spaghetti, etc). Do tego garmażerka – gotowe pierogi, naleśniki, krokiety, zapiekanki – kto by nie miał ochoty na lasagne ?

Prawdziwa, grecka musaka jest do dnia dzisiejszego moją piętą achillesową 🙂

Zupa sama w sobie nie była dla mnie posiłkiem – może jako dodatek do obiadu ale raczej niechętnie. Jako uzupełnienie diety cały arsenał różnych przekąsek, batoników, fast foody, litry coca coli – wszystko pochłaniane na szybko z braku czasu …. tak – tak właśnie jakoś to wyglądało.

 A jak wygląda to dzisiaj 🙂 ?

Śniadanie

W dalszym ciągu kanapki ale …

Chleb głównie żytni lub żytnio-orkiszowy (ew. z krzycy, płaskórki,  samopszy … ) 🙂

Skład: mąka, woda, zakwas, sól i koniec. Żadnego cukru, słodu jęczmiennego, drożdży. Co najwyżej ziarna jako dodatek. 

Nie da się kupić takiego chleba w sieciach sklepów czy piekarni. Trzeba szukać małych, lokalnych piekarni albo piec samemu. Jest relatywnie drogi – potrafi kosztować 15 zł za bochenek ale na prawdę warto 🙂 Spokojnie starcza na tydzień dla 2 osób. To podstawa śniadania.

Popatrzymy więc na dzisiejsze śniadanie:

 

2 kromki chleba j.w., relatywnie grube (ok. 1 cm) – w końcu masz się tym najeść

 

Do tego prawdziwe masło ze śmietany z mleka prosto od krowy. Trzeba znaleźć sobie źródło zaopatrzenia.   Niezłą alternatywą jest avocado – dojrzałe można smarować bez problemu.

 

Jako uzupełnienie wartości odżywczych nasiona chia.

 

 

Na to tłusty ser biały – tak, też prawdziwy ze wsi a nie ze sklepu.

 

 

Nasiona konopi … (nie uprawiam na balkonie jakby co)

 

 

 

Pomidor – kupiony na targu. Sezon na pomidory już za nami niestety więc tu będzie najtrudniej o coś na prawdę naturalnego. 

 

Wszystko posypane łupiną babki jajowatej (Colon C – posiada jeszcze w składzie inulinę z cykorii)

 

Po co to wszystko zamiast zrobić jedno zdjęcie, napisać kanapki z serem białym i tyle ?

To nie są wcale zwykłe kanapki – to Twoje (no w tym przypadku moje) śniadanie – najważniejszy posiłek dnia.

Możesz zrobić je w pół minuty i w drugie tyle wtrząchnąć na stojąco przed wyjściem do pracy ale wtedy nie dziw się, że zanim do niej dojedziesz będziesz z powrotem głodny. 

Dlatego dla mnie robienie śniadania to swoisty rytuał, który jest równie ważny jak samo jedzenie. Nigdy nie robię śniadania w biegu.

Jedząc śniadanie odklejam się od telefonu, tabletu czy komputera. Staram się jeść jak najwolniej, delektując się każdym kawałkiem.

To dotyczy z resztą każdego posiłku.  

Staram się również nie myśleć o niczym innym – mózg musi zauważyć, że jesz śniadanie, inaczej będzie głodny.

Całość zajmuje mi przynajmniej 15 minut. 

Drugie śniadanie/lunch czy jak mu tam …

solidny talerz zupy 🙂 

więcej zdjęć nie będzie, codziennie jem inną – kiedyś znalazłem sobie fajną knajpę, w której gotowali smaczne zupy na wywarze a nie z kostki. Aktualnie mam zaprzyjaźniona stołówkę, w której również bardzo smacznie gotują – też na wywarze i warzywach – co prawda warzywa już pewnie normalnie ze sklepu ale nie dajmy się w końcu zwariować. Największym świństwem w zupach są różnego rodzaju kostki smakowe.

Talerz w miarę gęstej zupy jako drugi posiłek (po tym jak najadłem się konkretnie na śniadanie) to naprawdę fajna opcja. Kiedyś dla mnie nie do pomyślenia.

Staram się jeść ją również jak najdłużej. Mam kolegę w pracy – szczupły jak patyk, z którym czasami jadamy razem. Zazwyczaj gdy kończę swój talerz zupy on nie dochodzi nawet do połowy. Nie wiem jak to robi ale jak widać muszę się jeszcze trochę nauczyć od mistrza 🙂  

Obiad

Jedzony w godzinach pracy (przed 16:00) więc źródło jak wyżej.

Duży posiłek, którym podobnie jak śniadaniem najadam się całkiem konkretnie.

Przez ostatnie 2 tygodnie wyglądało to mniej więcej tak:

Jeśli mam wybór staram się jednak jeść co do zasady rzeczy gotowane niż smażone. Ale nie oznacza to, że czasami nie skusze się na schabowego czy mielonego. 

W każdym razie nie jest to żaden listek sałaty z pomidorkiem tylko konkretny obiad (drugie danie żeby nie było) 

 

Kolacja

Pewnie najbardziej kontrowersyjny z moich posiłków. Po paru miesiącach doszedłem empirycznie do wniosku, że najlepiej czuje się wieczorem zjadając koło 19:00 (statystycznie jakieś 4 godziny przed snem) jabłko.

Warunek – duże, twarde, soczyste – takie, które będę mógł długo gryźć, żeby nim się najeść. Żaden kartofel.

Wiem, że dietetycy trąbią, że owoce powinno się jeść przed południem ale mój organizm woli inaczej. W ciągu dnia po owocach jestem najzwyczajniej w świecie po chwili głodny.

Wieczorem jedząc jabłko zazwyczaj jeszcze czuje obiad – nie zdarzyło mi się żebym po nim buszował wieczorem w lodówce.

Oczywiście bez przesady – nie jem codziennie jabłka na kolację – ale gdy zależy mi na zejściu z wagi jabłko wieczorem potrafi zdziałać cuda (czyli przez ostatnie 3 dni).

W innych przypadkach uwielbiam na przykład pomarańcze z gorzką czekoladą (najlepiej >=80% bez dodatku tłuszczu kakaowego). Mała deska wysokiej jakości serów z orzechami i lampką dobrego, czerwonego wytrawnego wina też jest ekstra kolacją, chociaż na pewno dużo cięższą – no i jeśli nie masz wprawy proponowałbym jednak policzyć kalorie w tym przypadku – zarówno orzechy jak i twarde sery są bardzo wysoko kaloryczne – łatwo zjeść w ten sposób sporo powyżej 1000 kcal na jeden posiłek. 

Co oprócz tego ?

Zazwyczaj 4-5 kaw z ekspresu z mlekiem, w miarę możliwości przywiezionym ze wsi , tzw. prosto od krowy (czasami faktycznie trzeba je jeszcze schładzać przed zakręceniem na dobre butelki).

kompot do obiadu (jest elementem zestawu obiadowego w tygodniu – zabrzmi to dziwnie ale wypijam go razem z zupą żeby podnieść kaloryczność posiłku – drugie danie zazwyczaj tego nie wymaga)

Do tego 3-4 herbaty, zwykle herbata zielona cytrynowa.

Wodę pije raczej okazjonalnie – zazwyczaj lekko gazowaną (niegazowana mi zwyczajnie nie wchodzi).

W sumie jakieś 2 litry płynów dziennie z tego wyjdzie.

Tak to wygląda mniej więcej w tygodniu. W zależności od potrzeb różnicuję sobie dietę śniadaniami i kolacjami. Zamiast sera białego jem ryby wędzone czy chociażby jajka na twardo. Z rybami trzeba uważać – niestety potrafią być skażone. Pomimo stereotypu bycia zdrową żywnością lepiej ich nie nadużywać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *