Ironia losu …

Wszystko zaczęło się w piątkowe popołudnie. 

Nieopatrznie posłużyłem się w swoim wpisie „Jak nie dać się zwariować ?” pizzą, jako przykładem – nieopatrznie, bo niby znam większe świństwa niż sklepowa pizza (co z resztą napisałem we wpisie). 

Nie zmienia to jednak faktu, że wywiązała się dyskusja, w trakcie której usłyszałem, że chyba przesadzam – w końcu w sklepowej pizzy nie ma nic aż tak złego …

Tego samego wieczoru, jak na ironie losu, stanęła przede mną mrożona pizza z Biedronki – jak być może ktoś kojarzy taka prostokątna, duża (chyba większa niż A4) za 7 czy 8 zł. Robiona dla Biedronki bo w innych sklepach jej nie widziałem. 

Nie miałem z jej pojawieniem się nic wspólnego ale ponieważ była mrożona nie było dużego wyboru – trzeba było ją wstawić do piekarnika (z braku wolnego miejsca w zamrażalniku – z resztą i tak była już na w pół rozmrożona).

Po jej upieczeniu pachniało pizzą w całym domu. Pełen myśli w stylu:

„czy może faktycznie nie przesadziłem z tą krytyką gotowej pizzy i prawie kategorycznym zakazem jej jedzenia ?”, 

„z drugiej strony nie jestem już aż takim mega grubasem jak dawniej, więc może jednak nie zaszkodzi aż tak bardzo ?”,

w obliczu piątkowego wieczoru i nadchodzącego weekendu złamałem się.

Jako uzupełnienie wieczoru przyszła pora na lane piwo – w sumie taki mały standard towarzyski (pizza, no może niekoniecznie biedronkowa + piwo) – nic nadzwyczajnego.

Może by i to przeszło w miarę ulgowo (co najwyżej jakiś mały kilogram na wadze ekstra) ale w sobotę były IMIENINY …

Nie imieniny a IMIENINY, co w skrócie oznacza zastawiony stół przez cały dzień,  a na nim wszystko co można sobie w takich okolicznościach wyobrazić.  

Jeśli ktoś poprzedniego wieczoru skusił się na pizzę mrożoną to dlaczego niby miałby odmówić sobie takich smakołyków ?

Trudno mi tak na prawdę powiedzieć czy to była tylko forma wymówki, czy faktycznie po pizzy rozjechałem się na tyle, że nie potrafiłem zmusić się do wyznaczenia sobie posiłków.

W efekcie przez sobotę (i w konsekwencji większą część niedzieli) nie trzymałem się wyznaczonych sobie godzin posiłków tylko sięgałem na bieżąco po różne dobre rzeczy w ciągu dnia.

Efekt ? … przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. We wpisie „Veni, vidi i do tego chyba vici :)” opisałem weekend, w trakcie którego zjadłem ponad 6000 kcal, tracąc na wadze 0,5 kg.

Tyle tylko, że wtedy jadłem dużo ale regularnie, robiąc ok. 3 godzinne przerwy między posiłkami.

W ten weekend zrobiłem wszystko absolutnie niezgodnie z zasadami, którymi od jakiegoś czasu próbuję się z Wami podzielić.

Rezultat:  

108,6 kg w poniedziałek rano …

3,2 kg do góry w jeden weekend nie przestrzegania zasad.

Dramat …. porażka … i takie tam różne …

 

 

Na moje nieszczęście jeszcze przed weekendem założyłem, że zamierzam trochę odpuścić żeby nie zejść poniżej 100 kg przed gwiazdką, stąd brak silnych hamulców … jak widać zemściło się to okrutnie.

A wszystko zaczęło się od jednej, małej, niewinnej mrożonej pizzy …. przecież to tylko mąka, jajka, tłuszcz ….

Żródło: Asterix Niezgoda. Zeszyt 5(14) 93. Rysunki: Uderzo Tekst: Gościnny 

No dobra – po co to wszystko opisuję ?

Po pierwsze ten blog nie jest po to żeby uprawiać propagandę sukcesu a pokazać rzetelnie od kuchni jak to wygląda.

Nie obiecywałem nikomu, że będzie lekko. Obiecałem, że jeżeli będziecie się trzymać reguł to nie będziecie musieli głodzić się ani odmawiać sobie wszystkiego.

Z jednym małym zastrzeżeniem (bynajmniej nie małym druczkiem):

pod warunkiem, że trzymacie się podstawowej zasady –

regularne posiłki co ok. 3-4 godziny i zero podjadania.

(jeżeli Wasza otyłość nie jest powiązana z insulinoopornością to może być co 2,5-3 godziny ale reszta bez zmian).

Po drugie, oprócz tego, że odchudzanie w definicji ma wpisane zarówno wzloty jak i upadki,  chcę Wam pokazać, że to naprawdę działa – jeśli przestrzegamy reguł waga idzie konsekwentnie w dół, jeżeli nie …. czeka nas to, co ludzie nazywają efektem jojo. 

Dlatego tak jak zaznaczyłem na wstępie – zmiany, które wprowadzasz w życie żeby z mega otyłego człowieka stać się kimś normalnym, musisz wprowadzić nieodwracalnie do końca życia.

Nie da się zrzucić wagi i wrócić do starych przyzwyczajeń.

Chyba, że chcesz również wrócić do starej wagi.

No dobrze, w jeden weekend odzyskałem połowę tego, co udało mi się zrzucić w miesiąc. Co dalej ?

Nic.

Tak jak opisałem we wpisie „Sztuka przetrwania” życie toczy się dalej.

Po takim weekendzie w poniedziałek rano trzeba zjeść normalne śniadanie i dalej wrócić do wyznaczonego rytmu. Jeżeli jesteś w stanie go utrzymać reszta przyjdzie sama.

Im szybciej do niego wrócisz tym mniej czasu stracisz:

 

Wtorek rano. Zostało jeszcze 2 kg do nadrobienia. Nie wiem czy uda się to zrobić do końca tygodnia. Fajnie by było ale nie to jest najważniejsze.  

 

 

Po ostatniej wpadce bardzo łatwo odrobiłem straty i wyszedłem na koniec tygodnia z utrata prawie 1 kg wagi (Sztuka przetrwania PPS czyli rozliczenie tygodnia) .

Teraz widzę, że waga reaguje jakby mniej chętnie, dlaczego ?

Poprzednio (no może poza rurkami z bita śmietaną ale widocznie śmietana była „prawdziwa” ) w zasadzie nie zjadłem nic co było by połączeniem najgorszego tłuszczu z węglowodanami – nie potraktowałem siebie jak śmietnik.

Tym razem, oprócz kupnej pizzy, zaliczyłem w trakcie imienin również kupne ciasta (sernik, bajaderka, szarlotka), sałatkę warzywną ze sklepowym majonezem, pieczony schab – jak się po niewczasie dowiedziałem również nie domowego wypieku …

To niestety zasadniczo zmienia sytuację.  Po pierwsze mamy kumulację wpadek. Po drugie – śmieciowe jedzenie.  Pewnie z akcentem na to drugie.

Dlatego jak sam napisałem ostatnio – jeden mały batonik, czy kawałek sklepowej pizzy, czy nie wiem co jeszcze, osobie szczupłej, być może nic nie zmieni.  W przypadku osób przewlekle otyłych nadal jednak twierdzę, że  to jedna z gorszych rzeczy, które można zrobić. Rozwala wszystko.

Nie będę po raz kolejny opychał się  orzechami żeby udowodnić, że to nie w kaloriach tak naprawdę problem 🙂 

Po prostu zanim sięgniesz następnym razem po coś takiego,  zastanów się czy aby na pewno warto …

                                                        … zanim otrzymasz rachunek.

 

Ok, jutro rano sprawdzę na wadze jak tam idzie spłata mojego 🙂

 


Środa, 3 października 2018 r.  godz. 8:26 

Do odrobienia po weekendzie zostało jeszcze 1,4 kg. 

Niby nie jest to dużo tylko po co ?

Tak ku przestrodze i do przemyślenia dla samego siebie, zanim znowu sięgnę po kawałek sklepowej pizzy …

 

2 odpowiedzi do “Ironia losu …”

  1. Hej Parysie!

    Zgodze sie z Toba a propo smieciowego zarcia, ale nie zgodze sie, ze to pizza sklepowa spowodowala u Ciebie poluznienie pasa…
    Wroc!!! Mozliwe, ze sklad tej pizzy U CIEBIE wywoluje tak zwanego niedojadka, no i jeszcze imieniny (wszytskiego najlepszego od Nas!! Calusy i Usciski)
    Wedlug mnie wyglada na to, ze pizza nie ma z tym nic wspolnego, byla tylko jednym z czynnikow (ale na cos trzeba zwalic;P) Wydaje mi sie, ze jesli utrzymywal bys regularnosc pomiedzy posilkami to byloby ok.
    Mysle,ze sklepowa pizza jest mniej tragiczna niz kebab,mc donald czy tego typu sprawy.
    Buziaki!

    1. Hej Kiniu,

      Dziękuję za źyczenia chociaź uczciwość nakazuje dodać,że to nie były moje imieniny tylko teściowej – ja bym sobie czegoś takiego nie zafundował 🙂

      Z pizzą ogólnie jest ten problem, źe naleźy do grupy jedzenia wciągającego. Kebaba jesz i tyle, mało kto zamawia drugiego. A teraz zastanów się ile osób siedząc ze znajomymi przy duźej pizzy (a jeszcze lepiej kilku) zje jeden kawałek pizzy i na tym poprzestanie ?

      W kaźdym razie bardzo łatwo na niej popłynąc i jeśli ktoś ma z tym ogólnie problem, powinien po prostu uwaźac albo omijać ją szerokim łukiem. Najlepiej jak pisalem byłoby zrobić ją samemu (pizza Marka była ekstra jak być moźe pamietasz) i jeszcze lepiej, zanim do niej usiądziesz, przemyśleć ile kawałków chcesz zjeść na raz i tego się trzymać 🙂

      Z ręką na sercu – siadając do stołu z pizzą potrafisz od niego odejść bez uczucia przejedzenia 🙂 ?

      Buziaki,
      Parys

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *